Dłoń w dłoń, czyli design dla potrzeb
Photo Credit To Domnitsky (Fotolia.com)

Dłoń w dłoń, czyli design dla potrzeb

Chyba nigdy wcześniej sławna fotografia ręki Le Corbusiera nad planem Voisin, wedle którego chciał przekształcić serce Paryża w zbiór wieżowców, nie wydawała się bardziej arogancka w wymowie. Współczesny design odchodzi od autorytarnych gestów, zamiast nich preferując interakcję i kreowanie sieci komunikacji. Proponują pomysły, w których gest dłoni projektanta spotyka się z tym wykonawcy i użytkownika.

Tekst: Agata Morka

Za stołem

Projektowanie z nastawieniem na rzeczywiste potrzeby użytkownika to pomysł nienowy, uwrażliwienie na jego punkt widzenia leży u podstaw każdego dobrego designu. Londyńskie Muzeum Wzornictwa popchnęło niedawno te ideę o krok dalej, nadając empatii w procesie projektowym nowy wymiar. Wystawa NEW OLD pokazuje jak design może odpowiedzieć na nowe potrzeby starzejącego się społeczeństwa, którego coraz znaczniejszą część stanowią  osoby po pięćdziesiątym roku życia.

W muzeum znaleźć można było projekty, które przekształcić mają emeryturę w czas tak produktywny, jak i pełen zabawy. Oto seniorzy mogą teraz śmigać przez miasto na hulajnogach czy wesprzeć się na laskach, które pozwalają im jednocześnie bezpiecznie przetransportować ze sobą filiżankę kawy i gazetę na wbudowanych w nie stolikach. Jednak może najważniejszy punkt wystawy to stół z wbudowaną w blat płachtą białego papieru. A raczej sieć zdarzeń, pytań i rozmów, które rozegrały się wokół tego stołu. Londyńskie muzeum zaaranżowało bowiem sytuację, która w sugestywny sposób pokazała na czym polega dialog z użytkownikiem w procesie projektowym. Potrzeba było do tego nie makiet czy planów, ale dziesięciu starszych ludzi. Staruszkowie, którzy zgłosili się do udziału w projekcie zdawali się być młodzi duchem, obecna wśród nich prawie 90-letnia supermodelka zapewniała: „Nie czuję się wcale stara. Mówiąc szczerze czuję się jakbym miała 60 lat. Ale oczywiście tyle nie mam”.

W ramach tej żywej instalacji zwiedzający wystawę mogli usiąść za stołem na przeciwko jednego z seniorów. Obie strony miały prawo zadać sobie po jednym pytaniu, które zapisywano na karcie papieru okrywającej blat stołu. Znaleźć na niej można ślady ożywionych rozmów, polifonię głosów pytających: czy jesteś szczęśliwy na emeryturze? Czy warto dorastać?

Bezpośrednia interakcja ze staruszkami pozwolić miała na lepsze zrozumienie ich życia, potrzeb i marzeń. Przede wszystkim jednak pokazała jak starają się pracować współcześni designerzy. Rozmowa, wymiana i dialog stają się sercem doświadczenia projektowego.

Po zmroku

Podobne nastawienie na interakcję z wieloma grupami zaangażowanymi w powstawanie ostatecznego projektu zastosowano w ciemnych uliczkach Cartageny w Kolumbii. Smart Everyday Nighttime Design, pomysł rozwijany wspólnie przez biuro Arup oraz naukowców z London School of Economics, proponuje podejście do przestrzeni miejskiej, które w zdecydowany sposób odcina się od tego proponowanego w latach trzydziestych ubiegłego wieku przez Corbu. Le Corbusier, syn zegarmistrza, ze szwajcarską precyzją zwykł projektować tak fotele, jak i miasta. W swoich urbanistycznych projektach wykazywał się szczególną dozą radykalizmu. Zrównanie z ziemią centrum Paryża, ustawienie superbloku na obrzeżach Marsylii czy umieszczenie lotniska w samym sercu miasta to tylko niektóre z jego rewolucyjnych pomysłów. To sposób projektowania tak wizjonerski, jak autorytatywny.

Architekci, projektanci i naukowcy pracujący nad kolumbijskim projektem zamiast dyktowania wolą dialog. To design partycypacji, oparty na idei współprojektowania. Design partycypacyjny narodził się w Skandynawii, u jego podstaw leży zaangażowanie wielu stron w powstawanie projektu: do głosu dopuszczeni są zatem nie tylko projektanci, ale i klienci, użytkownicy, miejscowi decydenci czy mieszkańcy. Wszystkie strony zaproszone są do dialogu. Odbywać się on może w formie warsztatów, w których uczestniczą wszystkie strony, starając się znaleźć rozwiązania tak kreatywne, jak kolektywne.

Podobną metodologię zastosowała liderka zespołu Arup, Leni Schwendinger.  Celem projektu Smart Everyday Nighttime Design jest budowanie sieci komunikacji, która pozwolić ma na zaprojektowanie przestrzeni miejskiej odpowiadającej  na rzeczywiste, a nie założone z góry potrzeby mieszkańców. Za punkt rozmyślań zespół badawczy obrał sobie drugą połowę dnia, tę mniej poukładaną, wolną od pracy, tę połowę, którą otwiera zmrok.

To właśnie miejska ciemność Cartageny posłużyła im za przestrzeń projektowych poszukiwań.

Tutaj w dzielnicy Getsemani zespół projektantów opracował projekt sieci ulicznych świateł. W procesie tym nie chodziło jednak tylko o przygotowanie funkcjonalnych lamp ulicznych. Zespół chciał zmobilizować lokalną społeczność do wzięcia udziału w kreoaowaniu przestrzeni miejskiej, do stworzenia powiązań między prywatną przestrzenią ich domów a publicznym życiem ulicy.

Światło posłużyć tu miało do związania tego co w środku z tym co na zewnątrz.

Prototyp systemów oświetlenia to rezultat długiej rozmowy z władzami miasta, właścicielami sklepów w dzielnicy, i wreszcie samymi jej mieszkańcami. To również forma rozmowy z samym miejscem i jego specyfiką: kolorowymi pierzejami, stoiskami z jedzeniem, otwartymi ku ulicy drzwiami mieszkań. Getsemani to specyficzna część miasta, znaczona kontrastami. Jej serce bije na Placu Trinidad, którego jasność odznacza się na tle ciemnych, wąskich żyłek  biegnących ku niemu ulic. W projekty latarni Arup wplótł tutaj tak sylwetki lokalnych ptaków, jak i arabeskowe linie w kolorach fasad, wszystkie detale wyrastać miały z konkretnego miejsca i konkretnej ludzkiej potrzeby. Ulice oświetlone stworzonymi wspólnie światłami rozkwitły plejadą subtelnie podkreślonych kolorów, pierzeje spięto wiszącymi lampkami, oswajając ciemność. Zmrok w Getsemani rozbłysnął siecią świateł.

Wpleć mnie

W amazońskiej dżungli z kolei drużyna Construye identidad mobilizuje lokalne wspólnoty w powstawanie lekkiej architektury. To design partycypacyjny posunięty do ekstremum. Nie chodzi już tutaj o branie pod uwagę głosów lokalnych społeczności w procesie projektowania, ale o rzeczywiste zaangażowanie mieszkańców w ich wykonanie. Wspólna praca nad budowaniem szkoły, domu spotkań czy wreszcie pryszniców kreować ma nowe poczucie wspólnoty i zespojenia z konkretnym miejscem.

Construye identidad to projekt, który inicjować ma dialog pomiędzy projektantami, zaproszonymi studentami, naukowcami i mieszkańcami. Powstał po to, by głosy tych ostatnich, ich tradycje i umiejętności budowania z miejscowych materiałów ocalić od zapomnienia. W prowincji Satipo, w samym sercu Peru Construye identidad zbudowało swój pierwszy projekt: dom spotkań. Ta bardzo prosta konstrukcja miała stać się miejscem spotkań lokalnych rodzin, zatem postawiono tutaj na otwartość i prostotę. Głównym punktem budynku stał się wsparty na kolumnach dach, utkany z liści palmowych. Lokalnych materiałów oraz tradycyjnych sposobów ich przetwarzania w budownictwie użyto także do powstania kolejnych projektów w wiosce. Mieszkańcy zaangażowani byli w ich budowę od momentu dyskutowania samej idei, po ostateczne prace wykończeniowe. Dzięki dialogowi pomiędzy wszystkimi stronami zaangażowanymi w projekt udało się stworzyć lekkie budynki, oparte o lokalny język, a jednocześnie niosące w sobie nowy estetyczny idiom. Wertykalny rytm lasek cukrowej trzciny, z których zbudowano fasady pawilonów kontrastuje tu z puchatym dachem utkanym z liści, tworząc intrygujące estetyczne napięcie.

Bez śladu

Jak jednak w sposób tak namacalny, jak i piękny pozostawić w gotowym przedmiocie ślad rąk, przez które przeszedł, zawrzeć w nim historię procesu powstania? Jak wybrzmieć może w nim polifonia głosów, już nie tylko projektanta, użytkownika, ale i samych wykonawców?

Są takie przedmioty, które stają się nieodłącznymi towarzyszami codzienności. Obecne w każdym prawie domu, cicho wrastają w rutynę dnia każdego, a jednak w pewien sposób pozostają bezosobowe same w sobie. To wyroby fabryczne, ustandaryzowane, których nikt nie podejrzewa o posiadanie własnej historii. Fakt, że znajdują się w każdym prawie domu, nadaje im cech przedmiotów niemalże kultowych, powtarzalność jest ich siłą. I tak we Włoszech od rana na piecach bulgoczą kawiarki Bialetti, w Niemczech przed łazienkowymi lustrami dżentelmeni przycinają brody golarkami Brauna, a w Polsce u babci popija się herbatkę z filiżanek z Ćmielowa.

Historia fabryki z Ćmielowie sięga XVIII wieku, kiedy zaczęto w niej na poważnie produkować porcelanę, Od tamtego czasu w ćmielowskich zakładach powstały naczynia rozpoznawalne do dziś. Począwszy od serwisu Krokus z lat sześćdziesiątych, a na śmiało wygiętym grzbiecie figurki ptaka kiwi skończywszy, cuda z Ćmielowa zadomowiły się na dobre w polskich kuchniach.

Wokół nich rozegrało się tysiące domowych historii, oplotły je sieci zdarzeń.

Ale to dopiero kolekcja „Ślad człowieka” zwróciła uwagę na ich własną historię, na historię powstających w fabryce przedmiotów i skomplikowany proces produkcyjny, który pozwala im ujrzeć światło dzienne. Początkowo patrząc na biały serwis zdawać się może, że kobaltowe plamy zostały na nim po prostu wymalowane. Ale Ewa Klekot i Arkadiusz Szwed opowiedzieli w tym wyjątkowym zestawie historię powstania każdego jego elementu. Plamy nie są po prostu plamami, ale odciskami palców ludzi, którzy wzięli udział w procesie powstawania filiżanek, waz i łyżek. Sieć ludzkich rąk, przez którą przechodzą naczynia zanim staną na półkach domów została tutaj zapisana na zawsze w skórze przedmiotu. Zamaczane w siarczanie kobaltu palce pracowników fabryki zostawiły na powierzchni naczyń odciski. Tożsamość każdego elementu serwisu określa również ich spód: tutaj umieszczono cyfry, które wskazują na liczbę osób zaangażowanych w powstanie naczynia, liczbę rąk, które go dotknęła i wpłynęła na jego ostateczny kształt, zostawiła na nim ślad.

Czy to w dzikiej amazońskiej dżungli, czy w elitarnym londyńskim muzeum, projektanci przedefiniowują sławny gest ręki Le Corbusiera. Ostateczny produkt, wychodzący spod ich dłoni jest sumą pomniejszych ludzkich interakcji, dotknięć, które stanowią o jego tożsamości. Nie ma tu miejsca na nieznoszącą sprzeciwu samotną rękę wizjonera. Tutaj projektant, wykonawca, użytkownik czy wreszcie miejscowe władze grają razem. Dłoń w dłoń.

Related posts

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *