Kreatywne zawody. Z prądem czy pod prąd?

Kreatywne zawody. Z prądem czy pod prąd?

Kreatywność to od pewnego czasu słowo-klucz. Odpowiednio użyte ma otwierać drzwi do sukcesu w sferze edukacji, kariery na rynku pracy czy powodzenia w biznesie. Kiedyś pojawiało się w kontekście niesławnych przypadków, tzw. kreatywnej księgowości. Dzisiaj częściej dotyczy innowacyjnych przemysłów, a przedstawiciele kreatywnych zawodów traktowani są w kategoriach awangardy zatrudnienia.

Tekst: Krzysztof Nowak
Ilustracje: Paweł Kuczyński

img

Przez długi czas kreatywność stanowiła zapomniany wymiar ludzkiej aktywności. Zawsze bowiem otaczała ją aura tajemniczości, czegoś nieuchwytnego, przynależnego tylko i wyłącznie niepowtarzalnym umysłom. Postrzegano ją w kategoriach wrodzonego talentu, wręcz daru, który posiadają wyłącznie przełomowi odkrywcy czy wybitni artyści. Dopiero w XX wieku kreatywność zaczęto pojmować jako umiejętność, którą w różnym stopniu posiadają wszyscy ludzie. Co więcej, uznano, że można ją w sobie pielęgnować i rozwijać na zasadzie analogicznej do inwestowania w wykształcenie.
U progu XXI wieku kreatywność zaczęto definiować w kategoriach wypracowywanego kapitału, czyli kompetencji w zakresie wymyślania i wytwarzania nowych rzeczy (materialnych i niematerialnych), które są kosztowne, użyteczne i posiadają wartość. Kosztowne, gdyż ich wytworzenie wymagało poniesienia pewnych nakładów, nawet jeśli były one niematerialne. Użyteczne, ponieważ ich efekt wychodzi na przeciw oczekiwaniom klientów. Wartościowe, gdyż posiadają wartość ekonomiczną, nawet jeśli nie mają ceny. Kreatywność zaczęto też łączyć ze skłonnością do ryzyka i innowacyjną działalnością gospodarczą, które postrzegano odtąd jako znaczący atut w biznesie i ważny czynnik przewagi konkurencyjnej.

Kreatywność: korzyści dla gospodarki bez emisji CO2

Jak widać, pojęcie kreatywności nie jest jednoznaczne i można je wielorako interpretować. Podobnych problemów nastręcza zdefiniowanie tzw. przemysłów kreatywnych oraz określenie ich roli w gospodarce. Terminu przemysły kreatywne zaczęto powszechnie używać zaledwie kilkanaście lat temu, jednak już w latach 40. XX wieku niemieccy filozofowie Max Horkheimer i Theodor Adorno ukuli termin „przemysł kulturalny”, który odnosił się do zestandaryzowanych wytworów kultury masowej. Adorno i Horkheimer używali tego pojęcia w ściśle pejoratywnym znaczeniu, przypisując przemysłowi kulturalnemu odpowiedzialność za uniformizację potrzeb odbiorców, która krępuje ich rzeczywistą kreatywność. W większości współczesnych definicji po tym pejoratywnym aspekcie nie pozostał nawet ślad.
Na najbardziej ogólnym poziomie przemysły kreatywne to sektory na skrzyżowaniu sztuki, kultury, biznesu i technologii, które łączy to, że ich głównym nakładem jest kapitał intelektualny. Konferencja Narodów Zjednoczonych ds. Handlu i Rozwoju UNCTAD wśród przemysłów kreatywnych wymienia: muzykę, architekturę, film, wideo, fotografię, modę, programowanie, grafikę i gry komputerowe, publikacje elektroniczne, informację, prasę i książki, radio, reklamę, design czy wreszcie rzemiosło artystyczne. Większość z tych sektorów nie jest oczywiście nowych w gospodarce, jednak to rozwój technologii, w szczególności komunikacyjnych i informatycznych, nadał im nową jakość i stworzył warunki do ekspansji, a zarazem sprawił, że zaczęły odgrywać większą rolę w rozwoju gospodarczym.
Produkty i usługi powstające w ramach przemysłów kreatywnych mają – poza wartością wymienną (ceną) i wartością użytkową – również wartość związaną z ekspresją kulturową, która niekoniecznie koresponduje z dwiema pierwszymi. Dlatego też przemysły kreatywne nie dają się łatwo ubrać w statystyki. Możliwe są jednak pewne szacunki, jeśli chodzi o ich wpływ na gospodarkę. Ostatnimi laty w krajach OECD przemysły kreatywne rozwijają się ponad dwa razy szybciej niż sektory usługowe oraz ponad czterokrotnie szybciej niż tradycyjne gałęzie przemysłu (dane OECD). Wg. raportu UNCTAD z 2010 roku na temat przemysłów kreatywnych, w 2003 roku w Europie zawody do nich należące wygenerowały 654 miliardy euro obrotów, rosnąc 12% szybciej niż cała gospodarka. Odpowiadały one za 2,6% PKB całej Unii Europejskiej. Taki wzrost znaczenia pociąga za sobą również wzrost liczby miejsc pracy w tych sektorach, które zatrudniają około 5 milionów ludzi w UE.
W Polsce, wartość dodana przemysłów kreatywnych w 2008 roku przekroczyła 27 mld zł, a zatrudnionych w nich było 375 tysięcy osób, co przekłada się odpowiednio na 2,5% PKB i 2,7% ogółu zatrudnionych w gospodarce (obliczenia Instytutu Badań Strukturalnych, Raport o znaczeniu gospodarczym sektora kultury z 2010 roku). Często statystyki dotyczące przemysłów kreatywnych zestawia się z wydatkami publicznymi, jakie ponosi się na badania i rozwój.
W Polsce ten wskaźnik wypada dużo słabiej niż średnia unijna: 0,77% PKB w 2011 w porównaniu do średniej wynoszącej 2,03%. Zatem przy zwiększeniu tych wydatków możliwe jest zwiększenie potencjału rozwojowego Polski, jeśli chodzi o przemysły kreatywne.

Zawody kreatywne: nowa klasa, nowy styl życia

Bujny rozwój przemysłów kreatywnych skupia się przede wszystkim w dużych miastach i obszarach metropolitarnych. Powstają tam tzw. klastry kreatywności, które dla współtworzących je aktorów stają się platformami wymiany myśli i informacji, a także dają możliwość współpracy. Składają się na nie zarówno prywatne przedsiębiorstwa, jak i instytucje kultury czy pojedynczy przedstawiciele kreatywnych zawodów. Klastry funkcjonują w oparciu o założenie, że sprawny obieg pomysłów pomiędzy przedstawicielami wielu kreatywnych zawodów prowadzi do „rozlewania się” korzyści na uczestników oraz inne gałęzie gospodarki.
Amerykański badacz Richard Florida określa grupę społeczną, powstałą w wyniku narodzin tej nowej gałęzi gospodarki, mianem klasy kreatywnej. Jej podstawowym wyróżnikiem ma być znacznie większy poziom autonomii i elastyczności w pracy. W przeciwieństwie do robotników i przedstawicieli usług, członkowie klasy kreatywnej zarabiają głównie na podstawie tego, co tworzą, a nie tego czy wykonują zadania zgodnie z narzuconym planem. Koncepcja Floridy spotkała się z krytyką. Zarzucano mu, że zawody, które uważa on za wchodzące w skład nowej klasy, niekoniecznie korespondują z kreatywnością. Studzono także jego entuzjazm, jeśli chodzi o rolę klasy kreatywnej w generowaniu wzrostu gospodarczego.
Poza twórczym charakterem pracy, przedstawicieli nowej klasy łączą także pewne wspólne cechy trybu życia, w którym zaciera się sztywny podział pomiędzy pracą a czasem wolnym, gdyż w wielu przypadkach ich aktywność zawodowa jest tożsama z hobby. Ponadto, zdaniem Floridy cechą wspólną klasy kreatywnej jest poszukiwanie nowych doznań, najlepiej „intensywnych i wielowymiarowych”, których źródłem stają się podróże do ciekawych miejsc, aktywny wypoczynek czy zaangażowanie w lokalne życie kulturalne ulicy.
Wybierając miejsce do życia, przedstawiciele kreatywnych zawodów mają kierować się zasadą 3xT. Poszukują bowiem talentu (innych osób, które tak jak oni mają wysoki poziom kapitału twórczego), tolerancji (otwartych środowisk i miejsc, które przyciągają ludzi z różnorodnych grup, co sprzyja generowaniu pomysłów) i technologii (miejsc wysoce innowacyjnych technicznie, z gałęziami przemysłu stosującymi najnowocześniejsze technologie). Mogłoby się zatem wydawać, że bycie członkiem klasy kreatywnej to los wygrany na loterii – twórcza praca, ciekawe otoczenie i niezależność.

Kreatywni: katalizator innowacyjności czy niepewności?

Okazuje się, że część osób, które według Floridy należą do klasy kreatywnej, staje się raczej przedstawicielami tzw. kognitariatu, dla którego niezależność i brak regularnego zatrudnienia to nie tyle wybór, ile konieczność. Z jednej strony przedstawiciele zawodów kreatywnych wyznaczają trendy rozwoju społeczno-gospodarczego i upowszechniają nowe standardy zatrudnienia. Z drugiej często pracują w warunkach wymuszonej elastyczności i narzuconej autonomii, która kiedyś była wyborem artystów, a dziś coraz częściej staje się obowiązującą normą. Co innego, kiedy elastyczna forma zatrudnienia jest wyborem, który daje swobodę tworzenia, gwarantuje niezależność i możliwość realizowania się w formule projektowej, a co innego, gdy stwarza sytuację niepewności, w której życie zawodowe biegnie od zlecenia do zlecenia, przypominając łudząco pracę etatową, choć nie gwarantuje tego samego zabezpieczenia.
Dużo mówi się o tym, że rozwój przemysłów kreatywnych to gospodarcza recepta na świat, w którym firmy, tnąc koszty, delokalizują produkcję do najdalszych zakątków świata. Jednak nawet w tych branżach pracownicy mogą paść ofiarą outsourcingu, o czym świadczy istnienie takich firm, jak chociażby indyjski Mindworks Global Media Services. Oferuje ona swoim zagranicznym klientom takie usługi jak edycja tekstów, projektowanie stron czy przygotowywanie layoutów. Swoją drogą, jak zakwalifikować pracowników przedsiębiorstwa, które działa siedem dni w tygodniu, dwie lub trzy zmiany na dobę? Członkowie klasy kreatywnej czy raczej robotnicy kreatywni?
W 2012 roku w Polsce temat klasy kreatywnej pojawiał się w mediach co najmniej przy dwóch okazjach. Pierwsza związana była z dyskusją dotyczącą zmian podatkowych, które weszły w życie od 1 stycznia 2013 roku Rząd wprowadził bowiem limit na odliczanie 50% kosztów uzyskania przychodów na poziomie około 43 tys. zł. Dotąd osoby pracujące w oparciu o umowy o dzieło lub system honorariów nie podlegały żadnemu limitowi, jeśli chodzi o odliczenie kosztów uzyskania przychodu.
Drugim tematem, który wywołał w Polsce gorącą dyskusję, była wolność twórców i użytkowników kultury w kontekście międzynarodowej umowy ACTA. Deklaracja ratyfikowania przez Polskę tej kontrowersyjnej umowy wywołała falę protestów w wielu polskich miastach. Uczestnicy przestrzegali przed ograniczaniem dostępu do treści publikowanych w sieci oraz wolności słowa w internecie, czego konsekwencją miałoby być m.in. zahamowanie rozwoju w zakresie wielu innowacyjnych rozwiązań. Ta ostatnia kwestia wpisuje się w szerszą dyskusję na temat praw autorskich i własności intelektualnej. Część twórców uważa, że innowacyjność jest najlepiej chroniona w ramach formuły copyright. Opiera się ona na założeniu, że zapewnienie ochrony prawnej prywatnej własności intelektualnej zachęci autorów do generowania nowych treści. Druga część środowiska opowiada się natomiast za formułą copyleft. Uznają oni, że wystarczającą motywacją do kreowania nowej wiedzy może być uznanie otoczenia. Udostępniając swoje osiągnięcia artysta wystawia się na konstruktywną krytykę i sygnalizuje swoje pierwszeństwo w zakresie stworzonych treści. Trudno w tej chwili rozstrzygnąć, która strona ma większe szanse na przekonanie decydentów do swoich racji.
Bez wątpienia kreatywne przemysły to ważny składnik współczesnego rozwoju gospodarczego. Unia Europejska doskonale zdaje sobie sprawę ze znaczenia tych sektorów. W strategii rozwoju UE do 2020 roku wskazała je jako ważną siłę napędową dla całej gospodarki, oferującą relatywnie dobrze płatne miejsca pracy dla wykształconych obywateli UE, a jednocześnie zgodną z polityką zrównoważonego rozwoju. Przyszłość sektorów kreatywnych nie rysuje się jednak tylko w jasnych barwach. W miarę jak przybywa osób aspirujących do klasy kreatywnej, problemy nękające ją już teraz mogą przybrać na sile. Bycie awangardą zatrudnienia oznacza również narażenie się na nieznane rodzaje ryzyka i pułapki. Kreatywność nie jest lekarstwem na wszystkie bolączki nękające gospodarkę i spożywanie jej w ilościach nieograniczonych nie jest wskazane. Dla równowagi zaleca się czasem małą dawkę rutyny.


Krzysztof Nowak – filozof i ekonomista, pracuje w Instytucie Filozofii UAM w Poznaniu

Related posts

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *