Obietnica sukcesu

Obietnica sukcesu

Żyjemy w atmosferze nieustannej presji oczekiwań, że odniesiemy sukces. Od dzieciństwa jesteśmy przygotowywani na wszelakie najbardziej doniosłe osiągnięcia – mamy żyć po to, aby wspinać się na szczyty swoich możliwości, ścigając się z innymi i dalece ich dystansując. Najlepiej tak, żeby wszyscy widzieli, doceniali, pompowali nasze dobre samopoczucie i samoocenę. Nie wystarcza już po prostu uczciwa wygrana. Nikt nas nie uczy jednak, czym innym jeszcze ten sukces może być, niż publicznym triumfem podszytym sławą, prestiżem, władzą i wielkimi pieniędzmi. Pojęcie sukcesu sprowadziliśmy do posiadania i materii, kompletnie wypaczając jego właściwe znaczenie.

Tekst: Roger Weichert (LokalnyRolnik.pl)
Korekta i redakcja: Monika Szeszko-Zaborowska

Czym zatem jest sukces? Można by odpowiedzieć dość ogólnie, że jest wszystkim tym, czego pragniemy i co osiągamy. Pod pojęciem sukcesu kryje się  zamiar i spełnienie, co powoduje, że dla każdego człowieka będzie on oznaczał zgoła coś innego. Jego znaczenie zależy zarówno od hierarchii wyznawanych wartości, jak i od relacji naszych doświadczeń do tychże wartości. Dlatego też nie da się skonstruować uniwersalnego wyznacznika sukcesu – ma on zbyt wiele wymiarów; można wręcz powiedzieć, że jest substancjonalnie nieuchwytny, podobnie jak czas.

My zaś, jako gatunek ludzki, nie umiemy się z tym pogodzić. Mamy obsesję mierzenia, porównywania, licytowania się. Potrzebujemy czegoś, co pozwoli nam określić swoją pozycję, jakiegoś punktu odniesienia, który będzie korespondował z mentalnością współczesnych nam czasów. Połączyliśmy wartości kapitalizmu z niedostatkami ludzkiego charakteru i wynieśliśmy na piedestał patologię, święcie wierząc, że posiadanie dóbr, z których nawet nie jesteśmy w stanie skorzystać, jest właściwą miarą społecznego awansu i człowieczeństwa. Materializm, konsumpcjonizm i bogacenie się stały się największą zachętą, najszczerszym pragnieniem i ostatecznym miernikiem poziomu szczęścia i sukcesu. Sprowokowaliśmy sytuację, w której ekwiwalent sukcesu i jego emanacja stały się celem samym w sobie.

Papierowa wiara w iluzję

Właściwie nie wiadomo, jak to się stało, że tak masowo uwierzyliśmy w obietnicę sukcesu w postaci dobrobytu, majątku, awansu społecznego, nie biorąc jednocześnie pod uwagę tego, że szczyt z zasady ma ograniczoną powierzchnię, przez co honoru zasiadania nań mogą dostąpić tylko nieliczni. Martwi także to, że tak niewiele osób tę prawidłowość dostrzega. Choć jest coś jeszcze bardziej niepokojącego…

Wraz z obietnicą sukcesu pojawiła się presja na jak najszybsze jego osiąganie oraz oczekiwanie perfekcji, szybkości, wielkości, prestiżu. Widzimy to wyraźnie na przykładzie naszych pociech, które runęły w świat dorosłości z zapleczem dodatkowych zajęć pozalekcyjnych, nikomu niepotrzebnych umiejętności, których zazwyczaj pracodawcy nie dostrzegają. Widać to także w świecie sportu, gdzie oczekiwania kibiców, trenerów, federacji sportowych, sponsorów są tak wielkie, że ci sportowcy, którym nie wystarcza siły, umiejętności, uczciwości, a czasami wszystkiego na raz, sięgają w końcu po doping.

Sukces wydaje się zawsze przekąską przed sutym obiadem. Życiowy sukces zjada się z pośpiechem i lekkomyślnie w przekonaniu, że to pierwszy należny kąsek z rogu obfitości. Ale zwykle potem następuje długi post, straszny post bez końca albo raczej beznadziejny post do końca [1].

Jednakże roszczenie pojawia się nie tylko po osiągnięciu szczytu. My nawet w pretendowaniu do sukcesu jesteśmy pretensjonalni, wyczekująco oburzeni, że jak to może być, żeby ktoś się wgramolił niepostrzeżenie tam, gdzie my już dawno być powinniśmy, a ciągle nie jesteśmy. Wszak zasłużyliśmy swoimi dobrymi chęciami, życzeniami, miłościami wyśnionymi do tego, co piękne i wartościowe (lub nie). Przecież ktoś nam obiecał sukces! Obiecali go nam nasi rodzice, którzy zachęcali nas do nauki i rozwoju, obiecywali pracodawcy, mamiąc awansami, apanażami, które zazwyczaj kryły w sobie nędzę tekturowego powabu i krach niespełnienia. Obiecywały reklamy i skoncentrowany na odbiorcy marketing, ciągle wysyłając przekaz, iż jesteśmy tego warci, że zasługujemy na wszystko, czego zapragniemy.

W tej całej iluzji zaginął gdzieś etos pracy, rzetelności, prawdomówności, szczerości, hojności wobec siebie i innych. Wdrapaliśmy się po tych obietnicach na powierzchnię, widzimy wspaniały horyzont, więc pragniemy przejść w korowodzie życia bez zadraśnięć, niczym suchą stopą przez otwarte morze. Nie, Mili Państwo, tak się nie da. A przynajmniej niewielu z nas to spotka. Życie bez zanurzenia, bez zdeterminowanej istnieniem konfrontacji z przeszkodami, bez zmierzenia się ze swoimi słabościami nie ma racji bytu. Wszystko inne jest złudzeniem i ucieczką.

SLOW_Objetnica-sukcesu

Dlatego też tak przykra jest zachłanna ludzka zazdrość o to, czego nie mamy. Jeśli żyjemy powierzchownie, wszystko chcemy dostać za nic, to też za nic mamy cudzą pracę i tylko nieznaczny jej skrawek jesteśmy w stanie dostrzec czy docenić. Z pewnością wielu czytelników kojarzy krążący w internecie obraz góry lodowej jako metafory sukcesu [2]. Widzimy tylko to, co wystaje ponad taflę wody; mało kto się zastanawia, jaka głębia towarzyszy jej istnieniu, jak złożona struktura się na nią składa, konstruowana mozołem natury. Trudno wskazać, dlaczego tak się dzieje – być może wiąże się to ze strachem przed nieznanym. Przed rezygnacją z tego, co było naszym udziałem i przyniosło nam określoną korzyść. W ten sposób pozbawiamy się głębszego doświadczania i eksplorowania życia. Podskórnie jednak czujemy niepokój – przepełnia nas wściekłość, że inni próbują, że mają odwagę, że sięgają tam, gdzie szybują nasze marzenia, lecz za tymi naszymi projekcjami nie idą czyny. Przyczyna tkwi w nas.

(…) trudniej być czymś więcej niż czymś mniej, czymś małym, czymś niedostatecznym [3].

Pokłosie roszczenia

Co się dzieje, kiedy czegoś bardzo pożądamy i nie możemy tego dostać? Zazwyczaj narasta w nas frustracja, która pęcznieje z biegiem czasu, ogromnieje, puchnie, aby ostatecznie znaleźć ujście np. w zazdrości, nienawiści, przemocy. Najlepszym polem obserwacyjnym dla tego zjawiska jest internet, w którym masa ludzi wyżywa się do upadłego, sącząc z lubością jad na innych.

Gniewne słowo może w jednej chwili więcej podeptać (…) niż dwie stopy przez całe życie [4].

Ale coś się jednak udało! Wszak stworzyliśmy najbardziej demokratyczną przestrzeń z możliwych, gdzie każdy, kto ma tylko dostęp do sieci może zabrać głos, włączyć się do dyskusji, poczuć wyższość nad oponentem, którego może zbesztać, wyzwać, poniżyć zgodnie z bieżącymi prerogatywami nastroju. Internetowa anonimowość zaszczepia w nas pierwiastek boski, więc możemy robić świństwa, dokonywać upokarzającej wiwisekcji na osobach trzecich i nie ponieść za to żadnych konsekwencji. Cóż za luksus! Skoro nie możemy osiągnąć sukcesu, to chociaż obrzydzimy go tym, którzy go odnieśli. Zazdrość to straszna rzecz.

Problem z wyborem najprostszych dróg

To zwyczajnie boli, że tak wielu z nas stać na tak niewiele. Zdaję sobie sprawę, że ta krótka rozprawa o sukcesie i roszczeniu  ledwie dotyka tego poważnego tematu, że operuje na wysokim stopniu ogólności. Niemniej zastanówcie się, Mili Czytelnicy, czy powyższe refleksje rzeczywiście i w Waszym świecie nie występują, czy nie jesteście świadkami takich zachowań lub nie padacie ich ofiarami.

Mamy problem z wyborem najprostszych dróg, tych najbliższych człowiekowi, najbardziej humanitarnie produktywnych. Posługując się językiem mediów, wolimy krótką satysfakcję miażdżenia i masakrowania, aniżeli długotrwałą harmonię doceniania i wdzięczności. Zgoda buduje, podobnie jak zaangażowanie i umiar. I  jest to nie tyle sprawa wiary, ile kwestia pracy nad sobą oraz otoczeniem, w którym przebywamy. Żyjemy w snapchatowym, powierzchownym świecie, w którym trwałe i głębokie wartości wymagające wysiłku oraz nieustannej dbałości są zepchnięte do defensywy jako wysoce niepopularne. Pozwólmy im przetrwać – zróbmy dla nich miejsce w nas samych.


[1] T. Konwicki, Kalendarz i klepsydra, Czytelnik, Warszawa 2005.
[2] http://davidanthonyabrams.com/2015/02/02/quote-the-success-iceberg/.
[3] I. Kertesz, Dziennik galernika, tłum. E. Cygielska, WAB, Warszawa 2006.
[4] H. Muller, Lis już wtedy był myśliwym, tłum. A. Rosenau, Czarne, Wołowiec 2005.

Patron tego artykułu

LokalnyRolnik.pl

LokalnyRolnik.pl to platforma zakupowa łącząca interaktywne targowisko z portalem społecznościowym, za pośrednictwem której klienci zamawiają tradycyjne, ekologiczne i lokalne wyroby bezpośrednio od rolników i drobnych wytwórców. Produkty dostarczane są raz w tygodniu do grup zakupowych, w których kupujący są zrzeszeni. Ze względu na format działalności LokalnyRolnik.pl wpływa pozytywnie na świadomość konsumentów i wspiera lokalnych wytwórców. Wypełnia misję o charakterze społecznym poprzez przywracanie realnych więzi międzyludzkich na poziomie sąsiedzkim i mikrospołeczności.

 

Related posts

3 Comments

  1. Beata

    Fantastyczny i bardzo ptrzebny szczególnie mojemu pokoleniu dwudziestokilku-latków. Faktycznie dużo słyszymy o sukcesie i o tym jak się motywować aby go osiągnąć, ale bardzo mało ludzi zastanawia się nad tym co ten sukces dla nich oznacza i dlaczego tak naprawdę muszą się ciągle motywować. Każdy musi sam dla siebie szukać dróg rozwoju i dojść do tego, żeby sukces definiować przez to “kim ja w ogóle jestem i co jest dla mnie ważne”. Z osobistego doświadczenia mogę powiedziec, że jest też niewiele osób, u których można “podpatrzeć” etos pracy nie rozumianej jako codzienna “harówka” ale właśnie pracy, ciężkiej i wymagającej, ale dającej owoce, które karmią duszę i ciało i wręcz motywują żeby tej pracy było więcej. Dotknęło mnie zdanie: “Mamy problem z wyborem najprostszych dróg, tych najbliższych człowiekowi, najbardziej humanitarnie produktywnych.” Tak, to zdecydowanie prawda w szczególności jeśli chodzi o pracę, na wielu stanowiskach ciężko odnaleźć sens i człowieka. Patrząc po moich znajomych widzę, jak wielu z nich to męczy – ta praca bez pomagania konkretnym ludziom, rozwiązywania ich problemów, służenia człowiekowi. Jednocześnie wiem, że przecież te drogi “najbliższe człowiekowi” można obrać na tysiące sposobów, choćby przez codzienną uprzejmość, pomoc, radość z życia. Bardzo pomocny, wartościowy artykuł, gratuluję. I przepiękny obraz!

    Reply
    1. Redakcja

      Beata, to wspaniałe, że są ludzie, dla których znaczenie ma coś więcej niż tylko “lśniąca powierzchnia”.
      Dziękujemy za uznanie.

      Reply
    2. Roger Weichert

      Pani Beato,

      bardzo się cieszę, że artykuł dotyczący sukcesu spotkał się z tak pozytywną Pani reakcją. Mogę napisać, że nagrodziła mnie Pani w szczególny sposób. Nie tylko piękną recenzją, ale refleksją wokół tematu, która gdzieś nam stale jednak umyka. Tymczasem warto się zatrzymać i pomyśleć, co jest dla nas w życiu ważne.

      Pozdrawiam serdecznie 🙂

      Reply

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *