ŚNIADANIE U DRACULI

ŚNIADANIE U DRACULI

Wyobraźmy sobie krainę mlekiem i miodem płynącą. Kolorową, pełną unikatowej i zróżnicowanej architektury. Miejsce, w którym nowoczesność spotyka się z tradycją, a oszałamiające bogactwo miesza się ze skrajnym ubóstwem. To właśnie obraz Transylwanii – położonej w centralnej Rumunii między pasmami gór Apuseni i Karpat ogromnej, historycznej krainy.

Tekst: Laura Osęka, Zdjęcia: Barbara Kędzierska

Mówiąc o Transylwanii od razu przychodzi na myśl postać słynnego wampira, hrabiego Draculi. Jest on co prawda postacią autentyczną, jednak mającą niewiele wspólnego z bohaterem powieści Brama Stokera czy licznych produkcji filmowych. Jednak właśnie dzięki tym wykreowanym przez przemysł filmowy wyobrażeniom, w tej części Rumunii króluje turystyczny i winiarski biznes.

img

Transylwańska mozaika

Transylwania to przede wszystkim przepiękna, niezwykle malownicza, zalesiona kraina, położona pomiędzy dwoma pasmami gór. Ta nieco odcięta od współczesnego świata, a jednocześnie najlepiej rozwinięta gospodarczo część Rumunii ma zdecydowany wpływ na ekonomię kraju. Siedmiogród, jak nazywana jest też Transylwania, pełen jest niezwykłych legend, związanych z bogatą i różnorodną historią. To miejsce wielu przeciwieństw i kontrastów. Ze względu na zawirowania historyczne, ludność Transylwanii jest bardzo zróżnicowana. Zdecydowanie przeważają Rumuni, Węgrzy i Sasi, mniej jest Romów, choć ich kolorowy strój często można zauważyć w pobliżu atrakcji turystycznych oraz na przedmieściach miast.
Mieszanie się różnych kultur doskonale obrazuje miejscowa kuchnia. Tereny te pamiętają doskonale czasy panowania Cesarstwa Rzymskiego, które przyniosło tu wiele tradycyjnych, śródziemnomorskich składników, takich jak oliwki czy suszone pomidory. Nie bez znaczenia było również pojawienie się na rumuńskich ziemiach Sasów. To właśnie oni byli założycielami słynnych siedmiu miast, od których pochodzi historyczna nazwa tego regionu. Z kolei wieloletnie węgierskie panowanie doprowadziło do silnej obecności kuchni tego kraju, szczególnie na terenach wiejskich. Wszystkie te wpływy zostały doprawione szczyptą arabskich przypraw i składników oraz odrobiną polskich przysmaków, bo i nasze interesy sięgały niegdyś daleko na południe. Z tej kulturowej mozaiki wyłania się kolorowy obraz mieszkańca Transylwanii, z jego umiłowaniem dobrego jedzenia i biesiadowania, a także niezwykłą gościnnością.

Na dobry początek dnia…

Śniadania składają się głównie z lokalnych produktów. Często jada się chrupiące pieczywo z pobliskiej piekarni, posmarowane domowym dżemem zrobionym z dzikich wiśni, borówek lub owoców dzikiego bzu. Szczególnie pyszny jest ten ostatni, przygotowywany z dodatkiem cukru, soku i skórki z cytryn.
Rumuńska kultura wytwarzania przetworów wynika z panującego tam klimatu i długich, mroźnych zim, podczas których ciężko było zdobyć jakiekolwiek owoce. Popularnością cieszą się tam także owczy jogurt z mleka pochodzącego od zwierząt pasących się w lasach i miód z wędrownych pasiek, ulokowanych w niezwykle dużych ciężarówkach, niespiesznie podążających przez kraj. Pszczelarze szczególnie polecają gatunek z leśnych kwiatów (lekko pachnący żywicą) oraz ten z akacji – jasny i klarowny. Często je się także biały ser, który w smaku jest bardzo zbliżony do bryndzy, oraz żółty caşcaval afumat – czyli ser wędzony, najczęściej wytwarzany z mleka krowiego. Niektórzy zajadają się też serem dojrzewającym z mleka bawolego, który w zależności od wieku bardziej przypomina ser biały lub żółty. Do tego często dodaje się pyszne papryki w wielu odmianach, soczyste i dojrzewające na słońcu pomidory oraz wędliny: kiełbasy z koniny przyprawiane wędzoną papryką, kiełbaski z mięsa bawolego, mititei – małe, jagnięce kiełbaski z dodatkiem czosnku, papryki i różnych ziół czy tłusty, wędzony boczek. Wszystko to najczęściej popija się herbatą lub kawą, zazwyczaj parzoną w tygielku. W częściach węgierskich jada się także smażone w głębokim tłuszczu słone placki – lăngos, podawane ze śmietaną lub żółtym serem.
Jeśli ktoś nie ma czasu przygotowywać śniadania w domu, to w drodze do pracy zagląda do patisserie i kupuje pyszne, słodkie lub słone pieczywo nadziewane aromatyczną masą z owoców, słodkiego białego sera lub mieszanki żółtego sera, pomidorów i papryki. Popularne są bułki z orzechami, rodzynkami i makiem zwane cozonac jedzone głównie w okresie Bożego Narodzenia i Świąt Wielkiej Nocy. Wśród pieczywa znajdziemy także bułki drożdżowe z solą, rozmarynem i oliwkami.

Poftă bună

Ponieważ przez wiele wieków Transylwania była tyglem kulturowym, dania spożywane w porze obiadowej są bardzo zróżnicowane. Na początek w wielu domach podaje się pieczywo wraz z warzywną pastą zwaną zacuscă, składającą się z marchewki, pomidorów, papryki i cebuli, długo duszonych z dodatkiem oleju roślinnego, pasty z bakłażanów i cebuli – salată de vinete lub konfitury z zielonych pomidorów z dodatkiem cebuli. Do tego wybór smakowitych wędlin i piklowanych warzyw, które w tym rejonie są naprawdę wyborne.
Później na stole pojawia się zupa – ciorbă, która wywodzi się jeszcze z czasów Imperium Osmańskiego. Doprawiana jest octem winnym, dzięki czemu zyskuje kwaśny smak. Wśród najpopularniejszych są dwie: ciorbă de legume, czyli zupa warzywna i ciorbă de fasole boabe, czyli gęsta, pożywna zupa fasolowa. Turysta zapewne zdziwi się, gdy dostaje zupę jabłkową, zupełnie inną niż nasza zupa owocowa, bo przygotowaną z warzywami i niezwykle wytrawną.
Na drugie danie Rumuni proponują mămăligę – specjalny rodzaj polenty, przygotowywanej podobnie do włoskiego odpowiednika, jednak podawanej ze słonym owczym serem i duszoną kapustą z grzybami. Przypomina ona polski bigos, z tym że zazwyczaj robi się ją z kapusty świeżej, a nie zakwaszanej. Z mămăligi przygotowuje się też smażone w głębokim tłuszczu kulki nadziewane kiełbasą. Można się też spodziewać gołąbków z kapusty lub liści winogron nadziewanych mielonym mięsem i ryżem. I choć wydawać by się mogło, że kapusta jest ulubionym warzywem mieszkańców Transylwanii, to jednak wyprzedza ją jedzona na surowo i po obróbce termicznej papryka, często nadziewana słonym, owczo-krowim serem. Lokalnie można spróbować także kurczaka nacieranego papryką, z dojrzewającym serem owczym albo zupy z soczewicy na bazie bulionu pachnącego wędzonym mięsem, z dodatkiem ziemniaków i wędzonej słoniny pokrojonej w drobną kostkę.
W węgierskich domach jada się oczywiście gulasz zrobiony z mięsa wieprzowego, koziny lub koniny z dodatkiem czerwonego wina oraz ziemniaków. Popularnym daniem są również klopsy mięsne z sosem grzybowym. Zdarza się też gulasz z zielonej fasolki szparagowej z dodatkiem dużej ilości papryki i świeżych pomidorów. Jeśli ktoś ma ochotę na rybę, to może spodziewać się karpia lub pstrąga podanego, oczywiście, z papryką. Do tego serwuje się głównie wino, a po posiłku mocną kawę. Na deser podawane są lody, zazwyczaj z owocami sezonowymi, strudel z jabłkami lub po prostu drożdżówki. W porze świąt lub specjalnych okazji Węgrzy zajadają się Kürtos kalács – pełnymi smaku, niebywale słodkimi, a jednocześnie dosyć lekkimi ciastami w formie walca, dodatkowo oprószonymi cynamonem czy pokruszonymi orzechami włoskimi.
W miastach Transylwanii w porze popołudniowej wszystkie kawiarnie są pełne. Przy stolikach popija się lemoniadę zrobioną ze świeżych cytryn, limonek i pomarańczy, doprawioną miętą i cukrem trzcinowym. Serwowane są także różne gatunki miejscowego piwa oraz spritzer z białego wina i wody gazowanej, identyczny jak ten spotykany w Wiedniu.

Sănătate

Po wielu latach transformacji i odradzania się własności prywatnej, w Rumunii powróciła kultura picia i wytwarzania wina. Nasłonecznione zbocza Karpat i gór Apuseni, gdzie panuje specyficzny, wilgotny mikroklimat, są idealnym miejscem dla rosnącej winorośli.
Wino w tym regionie zaczęto produkować w czasach Cesarstwa Rzymskiego i to właśnie prawdopodobnie z Rzymu pochodziły pierwsze sadzonki.
Najwięcej wina (zarówno białego, jak i czerwonego) produkuje się z klasycznych już odmian fetească, a także sauvignon blanc, merlot, riesling, pinot grigio i lokalnych odmian cramposie i tămâioasă românească. Szczególnie tradycyjne, stare odmiany zasługują, by ich spróbować. W dobie zachwytu slow foodem i wszystkim, mającym wieloletnie korzenie, ich obecność ma nieocenioną wartość enologiczną. Mimo że z Rumunią kojarzy się głównie wino czerwone, to większość, bo ponad 70 procent, produkcji stanowi wino białe, w szczególności zaś delikatnie wytrawne, pełne owocowych nut. W ciągu ostatnich kilku lat ich jakość znacznie się poprawiła, dzięki czemu spokojnie mogą konkurować z trunkami z popularnych europejskich regionów.
W Rumunii zachwyca nie tylko wino. W Transylwanii produkuje się owocową brandy, zwaną palincă lub ţuică, właściwie ze wszystkich możliwych owoców. Tradycyjnie przyjmuje się, że ţuică jest produkowana głównie ze śliwek, jabłek, brzoskwiń i moreli, chociaż nie ma problemu ze znalezieniem odmian z jagód, czereśni i innych owoców. Taką brandy destyluje się tylko jeden raz, dlatego zawiera 30 procent alkoholu. Palincă ma pochodzenie węgierskie i powinna być destylowana dwukrotnie. Pytając się tubylców o różnicę pomiędzy palincă i ţuică, dowiemy się zazwyczaj, że są tożsame i właściwie nikt nie widzi specjalnego powodu, by na siłę próbować je rozróżniać. Obydwa alkohole produkowane są w domach, w specjalnych, miedzianych kadziach. Nie jest to nielegalne, dlatego warto spróbować lokalnych odmian i usłyszeć od tubylców Noroc!, jeśli są pochodzenia rumuńskiego lub Egészégére!, jeżeli mówią po węgiersku.

Powiew przeszłości

Transylwania oferuje bogate doznania kulinarne i jeszcze większe doznania estetyczne. Idąc wąskimi uliczkami średniowiecznej Sighisoary, można się przenieść w zamierzchłe czasy i poczuć powiew legendy hrabiego Draculi, który urodził się w jednym z pobliskich domów. Jednocześnie w saksońskim mieście Braşov, u stóp wzgórza z nazwą miasta na szczycie, warto spróbować piwa wytwarzanego z chmielu rosnącego m.in. w centrum zabytkowego rynku. W wioskach raczyć się można wyrobami rolników, a w szczególności serami z bawolego, krowiego, koziego i owczego mleka oraz owocowymi przetworami i nalewkami. W wielu miastach i miasteczkach, w restauracjach i małych barach podają pizzę nie mającą sobie równych – na chrupiącym spodzie, z sosem przygotowanym z pysznych, dojrzałych pomidorów. Rumuni żartują, że ich pizza jest najlepsza na świecie i że Włosi nie dorastają im do pięt.
Transylwania to niezwykłe miejsce na mapie Europy, gdzie tradycje i zwyczaje są autentyczną i namacalną częścią życia, a nie komercyjnym teatrzykiem dla turystów. Ale spiesz się. Transylwania jaką dziś znamy odchodzi w przeszłość, zmieniając się znacznie szybciej niż byśmy tego chcieli. Dlatego spakuj walizki, zaopatrz się w terenówkę i nie oglądając się, rusz przed siebie. Masz ostatnią szansę, by poznać wszystko to,
co Transylwania ma do zaoferowania, ze wszystkimi swoimi skrajnościami.

[do action=”male-logo-s”/]

Related posts

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *